zobacz serwis

Menu

» Strona główna

Powieści SF

» Obcy z Alfy Centauri

» Winda czasu

» Zdrada strażnika planety

» Hurysy z katalogu

» Bunt androidów

» A jeśli jutra nie będzie

» Enbargonki

Mikropowieści SF

» Afrodyta

» Banita

» Ekscytoza

» Genesis

» Przerwany lot

» Misja: Europa

» Supernowa

» Syreny z Cat Island

» Kasandra

» Hegemone

Inne strony

» W świecie iluzji

» Igraszki z czasem

» Przyloty na Ziemię


Edward Guziakiewicz, W świecie iluzji

Edward Guziakiewicz PRZERWANY LOT

fragment mikropowieści powrót

Edward Guziakiewicz, Przerwany lot

J

uż prawie zasypiał, gdy wtem się ocknął, czując, że ktoś nad nim sterczy. Kilka kropli wody spadło na jego skórę. Uniósł się na łokciach, z osłupieniem oglądając długonogą nastolatkę. Rozdziawił gębę, nie wierząc własnym oczom. Nie sądził, że młodziutka bogini podejdzie do niego.

Jennifer zdecydowała się wydostać na brzeg basenu. Trzymała w dłoniach niewielki plastikowy balon.

— Hej, porzucałbyś ze mną piłką? — zaświergotała przymilnie. Zapytała w takim tonie, jakby był jej szkolnym kolegą.

Przemógł w sobie ochotę, żeby natychmiast się poderwać i skwapliwie za nią pobiec.

— Ja? — sapnął. — Serio? To już nie ma nikogo młodszego? Wiesz, ile mam lat?

— A co to ma do rzeczy? Ty! — zmysłowa nimfa wodna skinęła głową i roześmiała się, pokazując garnitur ślicznych zębów. Z jej oczy wyczytał, że nie powinien się wahać. Obcisły kostium kąpielowy uwydatniał jej pociągające kształty. — Tu zresztą nie ma żadnego innego interesującego faceta.

Z lekka się skrzywił. Nie zachwycił się rolą, która usiłowała mu narzucić. Ześlizgnął się wzrokiem na jej mokre stopy, ze skrytym podziwem odnotowując idealnie zrobione pedicure.

— Oj, nie, mała, wolę patrzeć, jak się pluskasz — rzucił bez entuzjazmu, nie chcąc jej jednak do siebie zrazić. Podniósł oczy na jej twarz, wstydliwie omijając wzrokiem pełne piersi. — To o wiele bardziej zajmujące. I mniej męczące.

Jego odmowa nieco ją speszyła. Nie dawało się kosza takiej madonnie.

— Też coś? — na jej gładkiej buzi pojawił się grymas niezadowolenia. Nie przewidziała, że znudzony życiem facet okaże jej jawne lekceważenie.

Odwróciła się ze wzgardą, z impetem cisnęła piłką i skoczyła na głowę do basenu, wybijając strumienie wody. Popłynęła delfinem. Minutkę się wahał, próbując sobie uzmysłowić, co by się stało, gdyby na pływalnię zajrzała Vanessa i nakryła go na figlach z małolatą. Podjął w mig decyzję. Poczuł się niezręcznie, bo zachował się niegrzecznie. Z upływem lat traciło się duszę dżentelmena.

Ociężale podniósł się z leżaka.

— W porządku, idę! — krzyknął do anielicy w kostiumie kąpielowym, naprawiając swój błąd. Ustawił się na słupku i wziął zamach.

Od razu go rozgrzeszyła. Woda była ciepła, a w dole znaczyło się niebieskawe dno. Jakiś czas się wygłupiali, robiąc za dwójkę zabawnych gówniarzy. Nie miał kłopotów z harcami, nie był niezdarą, a piłka trafiała tam, gdzie powinna, bo lata treningu robiły swoje, jednak mimo to piękność wciąż zmniejszała dystans. Wreszcie odrzuciła balon daleko, ostentacyjnie celując w przeciwległy róg basenu. Znudziły się jej te psoty, dobre dla pętaków.

— Co to za papierowy buch, który czytasz? — z zainteresowaniem zapytała, unosząc się na wodzie jakieś dwa metry od niego. Koniuszkami palców stóp co rusz dotykała dna, leciutko się odbijając.

Przysunął się, sytuując się naprzeciw niej i z uwagą studiując jej delikatnie rzeźbione rysy twarzy.

— Książka? — obejrzał się. — Ach, to z filozofii. A dokładnie z logiki. Mało ciekawe — skwitował.

— Faktycznie, mało ciekawe — potwierdziła. — Ale na kwiatach się znasz, to słyszałam.

Podpłynął jeszcze bliżej. Rozłożył na wodzie szeroko ręce, tak jak ona. Raptem poczuł, że ma znowu osiemnaście lat. Było bosko.

— Prowadzę kwiaciarnię w Nowym Amsterdamie. Taki sklepik. Mieści się nieopodal Grand Place — rzucił z ożywieniem.

— No, jasne jak słońce — odrzekła. — I dlatego mam do ciebie prośbę. Wyobraź sobie, że... zdobyłam zielnik z kwieciem ziemskich łąk. I w związku z nim... chciałabym ci zadać kilka pytań. Mogę z tym przygnać do ciebie?

Zamurowało go. Powinien był odesłać ją do pokładowego systemu informacyjnego, w którym było wszystko na temat ziemskiej fauny i flory, ale coś mu mówiło, żeby nie palić za sobą mostów.

— Owszem, czemu nie? — nie zgłosił sprzeciwu.

— No to po obiedzie! — rzuciła się w wodę, usiłując go opuścić.

— Ale gdzie? — desperacko za nią zawołał.

Zawróciła, wykonując zgrabną przewrotkę.

— Moi starzy nie lubią, jak się z kimś spotykam... — rzeczowo objaśniła, wciągając go w swoje babskie sekrety. — Zajrzę więc do twojej kabiny, ale tak żeby żadnemu baranowi nie wpaść w oczy — w te pędy rozwiała jego niepewność.

Przy ostatnich słowach na jej twarz nieoczekiwanie wypełzł rumieniec. Dała nura w wodę, żeby tego nie było widać, wynurzając się dopiero kilkanaście metrów dalej. Krzyknęła do ratownika, by podał jej piłkę. Przyszło mu do głowy, że gdyby się z nią ścigał, przegrałby z kretesem. Nie był aż tak wysportowany.


powrót