zobacz serwis

Menu

» Strona główna

Powieści SF

» Obcy z Alfy Centauri

» Winda czasu

» Zdrada strażnika planety

» Hurysy z katalogu

» Bunt androidów

» A jeśli jutra nie będzie

» Enbargonki

Mikropowieści SF

» Afrodyta

» Banita

» Ekscytoza

» Genesis

» Przerwany lot

» Misja: Europa

» Supernowa

» Syreny z Cat Island

» Kasandra

» Hegemone

Inne strony

» W świecie iluzji

» Igraszki z czasem

» Przyloty na Ziemię


Edward Guziakiewicz, W świecie iluzji

Edward Guziakiewicz MISJA: EUROPA

fragment mikropowieści powrót

Edward Guziakiewicz, Misja: Europa

W

yrwana nagle z głębokiego snu, nerwowo uniosła się na łokciu. Machinalnie pociągnęła koc, który zsunął się na posadzkę. Z przerażeniem wsłuchała się w ciemność. Mrożący krew w żyłach świdrujący skowyt chwilami słabł, ale nie ustawał. Katorżnik darł się tak przeraźliwie, że obudziłby nawet zmarłego. Wydawało się, że ktoś go żywcem odziera ze skóry.

— Matko moja — jęknęła, łapiąc się za skronie. — Na litość boską, przestań, palancie! — To nie był koncert dla jej wrażliwych uszu.

Dobiegły ją soczyste przekleństwa z sąsiednich cel. Inni więźniowie też mieli go już dość. Chcieli się wyspać. Rano musieli iść do pracy.

Histeryczne ataki chuderlawego Samuela powtarzały się co kilka dni. Podobno próbował już dwa razy uciekać i wstrzelono mu identyfikator z ładunkiem wybuchowym. Kiedy szalał, wyjąc jak pies do księżyca, wściekli strażnicy wywlekali go z celi i zamykali w karcerze. I tej nocy na to się zanosiło, bo ktoś włączył słabiutkie oświetlenie. Cichutko podniosła się i boso podeszła do krat. Posłyszała tupot ciężkich butów. Pojawiło się kilka złowrogich cieni. Samuel nagle się uspokoił. Po minucie znowu zaczął wyć, wszakże już ciszej i z większej odległości. Wyprowadzali go z bloku C.

Wyciągnęła się na pryczy i wpatrzyła się w ciemność.

— Klaustrofobia — szepnęła.

Wróciła myślami do przykrego snu, który męczył ją nim się przebudziła. Nachodził ją od czasu do czasu, ten sam od wielu lat, zwłaszcza wtedy, kiedy czuła się zagubiona i bezsilna. Rozbawiona dziewczyneczka na oświetlonej słońcem łące odbijała kolorową piłkę. Potem dużo starszy od niej chłopak o zamazanej twarzy z ironicznym śmiechem jej ją odbierał. Intruz cofał się i trzymał ją nad głową. Wyciągała bezradnie ręce, ale piłka była za wysoko, by mogła dosięgnąć. Czuła się wtedy jak kukiełka, zaplątana w sceniczne sznurki. Z jej oczu płynęły łzy.

Dumała teraz nad strachem małej panienki z długim warkoczem. „Nie odwracaj się, nie łap chwil, które już odeszły, przepłynęły jak piasek między palcami!” — zdawał się ją instruować cichutki głosik, protestujący przeciw tego rodzaju wspomnieniom. „Po prostu zapomnij o wszystkim!” Przyłapała się na tym, że nie stosuje się do instrukcji, które otrzymała przed odlotem. Zagryzła do bólu wargi i siłą woli odfajkowała przeszłość. Tu ona się nie liczyła i nie miała prawa wstępu. Przemogła się i skupiła uwagę na czekającym ją zadaniu.

Nie chodziło o kolorową piłkę. Inicjator D3B był mocno spłaszczonym walcem o długości około osiemdziesięciu centymetrów i specyficznych występach, w tym wystających z obu stron wzdłuż osi iglicach. Jego charakterystyczne kształty miała dobrze wryte w pamięć. Szukała igły w stogu siana, jednak solennie ją zapewniono, że na niego trafi. Właśnie tu, w tym fatalnym więzieniu na Europie. Jeszcze raz przeanalizowała możliwe trasy kontrabandy. Kto skumał się z terrorystami i uczestniczył w szmuglu, a kto nie? Czy to był gruby więzienny handlarz, mający wszędzie swoje ciche dojścia? A może naczelnik i ten Arab z osiedla? Ewentualnie zafajdana szajka, złożona z dozorców?

Łudziła się, że jeśli upora się z tym zadaniem, tamten koszmar minie bezpowrotnie. Opuści ją raz na zawsze. Odbierze we śnie piłkę złośliwemu draniowi. Musiałoby jednak sprzyjać jej niewiarygodne szczęście, a tego — niestety — jej brakowało. Obawiała się, że sobie nie poradzi.


powrót