zobacz serwis

Menu

» Strona główna

Powieści SF

» Obcy z Alfy Centauri

» Winda czasu

» Zdrada strażnika planety

» Hurysy z katalogu

» Bunt androidów

» A jeśli jutra nie będzie

» Enbargonki

Mikropowieści SF

» Afrodyta

» Banita

» Ekscytoza

» Genesis

» Przerwany lot

» Misja: Europa

» Supernowa

» Syreny z Cat Island

» Kasandra

» Hegemone

Inne strony

» W świecie iluzji

» Igraszki z czasem

» Przyloty na Ziemię


Edward Guziakiewicz, W świecie iluzji

Edward Guziakiewicz KASANDRA

fragment mikropowieści powrót

Edward Guziakiewicz, Kasandra

M

iałem już właściwie tę misję za sobą, gdy znienacka złapał mnie żal. W oku zakręciła mi się łza. Straciłem ochotę, by wracać do pustej bazy, w której stawiane kroki odbijały się głuchym echem. Zabrakło mi nagle tej słodkiej idiotki i tego, co wyprawiała pod osłoną nocy. Jej szalonego tańca na scenie absurdu. Nie mogła już obrzucać mnie wyzwiskami, pajacować na dyskotekach, biegać po sklepach i robić zwariowanych zakupów. Ślady jej stóp miał pamiętać tylko świszczący wiatr, porywający miałki piasek i sypiący nim w oczy.

— Oj, głupia ty!.. — szepnąłem z tajonym wyrzutem, jakby to ona była winna wszystkiemu. Cóż, postanowiła żyć pełną piersią, ale według niemożliwych do zaakceptowania wzorów z półświatka.

Wytarłem ręką łzy i z samozaparciem ruszyłem przed siebie. Android musiał być bezwzględny i twardy, stanowczy i z charakterem, przekonany o swoich racjach, nieuległy i konsekwentnie dążący do celu. Tylko mięczak mazał się i rozczulał, a przecież do kalek życiowych nie należałem.

Oddałem pokłon opuszczanemu miastu, kryjącemu się już za zasłoną z deszczu. Przytłoczony smutkiem z ciężkim sercem wróciłem do bazy i powierzyłem maszynie torus z cenną zawartością. Malująca się na mojej twarzy obojętność nie odzwierciedlała tego, co działo się w mojej duszy. Ciągnęła się za mną świadomość wyjątkowo spapranego zadania.

Generator wypakował Kasandrę na moich oczach i mogłem ostatni raz ogarnąć ją tęsknym wzrokiem. Biedaczka bezradnie chwiała się na nogach, usiłując odzyskać równowagę. Nie wiedziała, gdzie się znalazła, a gdy dostrzegła faceta w mundurze, rzuciła się ku niemu z niepohamowaną wściekłością. Zatrzymało ją asekuracyjnie wykreowane pole siłowe. Potem nieoczekiwanie opadła z sił. Jej twarz stała się nieprzytomna i bez wyrazu. Po oddzielającej ją ode mnie niewidzialnej ścianie bezsilnie osunęła się na kratowaną posadzkę. Nadchodziło najgorsze. Z jej czoła wystrzeliła jak z armaty ociekająca krwią kulista poczwara, pozostawiająca za sobą okrągły otwór o nierównych brzegach. Druga w chwilę później rozerwała jej krtań, a trzecia brzuch w okolicach pępka.

— Maskara! — wybełkotałem. Odeszła pełna buntu i rozpaczy, nie pogodzona z okrutnym losem.

Oczyma wyobraźni ujrzałem pole bitwy pod Issos, pokryte trupami aż po skalne odnogi gór Amanos. Tam rozpierała mnie młodość, zachłystywałem się zwycięstwem i nie przejmowałem ścielącymi się ciałami greckich najemników i perskich żołnierzy. Ze stoickim spokojem kroczyłem obok leżących pokotem zakrwawionych młodzieńców. Podobnie było pod Gaugamelą. Wrogów należało traktować jak zwierzęta, bez krzty litości i zmiłowania. Wbijali mi to do głowy macedońscy towarzysze broni. Moja nieudana partnerka nie była jednak dzikuską z buszu i po trosze rozumiałem jej bunt. Jej świat był na swój sposób jednoznaczny, ale zarazem straszliwie nierzeczywisty. Nie potrafiła uznać, że jesteśmy kukiełkami, którymi ktoś nieuchwytny się zabawia, pociągając za niewidoczne sznurki. Zgubiła siebie, nieopatrznie chcąc się z nich wyplątać.

Generator poradził sobie w mig z szalejącymi po ścianach autusami. Miał swoje tajemne sposoby. Beznamiętnie uruchomił coś w rodzaju potężnego odkurzacza i ściągnął je do pieca krematoryjnego. Do leżącej w kałuży krwi Kasandry podpłynęła platforma, uzbrojona w przybory i narzędzia. Przed spopieleniem zmaltretowanych zwłok należało z nich wydobyć unikalną świadomość androida. Nie musiałem grać roli żałobnika i krzykliwie rozdzierać szat ani z powagą wypisywać aktu zgonu. Cyborg przecież nie umierał. Nie rozstawał się na zawsze z życiem. I nie należało szukać jego grobu. Niczym Feniks odradzał się z popiołów, ruszając znowu na podbój świata. Jednak z inną tożsamością i w odmienionej postaci.


powrót